Witam kochani! Ja tak krótko... dzisiaj pierwszy post na moim blogu. Na razie jest tylko 29 wyswietleń ale postaram się reklamować na sławnych blogach i na asku. Mam nadzieję że wam się spodoba treść opowiadania. Enjoy!
******
* Z perspektywy Harr'ego *
-Mam już dosyć tego że nami rządzicie! - walnąłem ręką o stół z całej siły.
Byłem zdenerwowany. Wiesz co to za uczucie gdy wszyscy coś od ciebie rządają, ale ty nie masz ochoty tego zrobić? Tak było ze mną... tylko ciągłe pretensje. Gdyby wiedzieli jak ja się czuję..
Wiem że wiele ludzi chciałoby być na moim miejscu i kocham swoich fanów ale nasz menadżer nie będzie nam mówił co mamy robić...
- Harry uspokój się! - Krzyknął Louis i wyprowadził mnie na korytarz.
- Czego chcesz?
- Stary... jesteś moim najlepszym kumplem ale wiem że muszę ci pomóc. Co się z tobą dzieję?- Potrząsnął mną.
- Ja ciągle o niej myślę. Rano i w nocy. Bez przerwy. Nie mogę patrzeć na inne bo wszędzie widzę ją... - na samej myśl o Megan oczy robiły się zamglone.
- Wiesz że ona jest z tego zadowolona? Zdradziła cię a teraz widzi jak jej były stacza się na dno!
- Ale to przez Josh'a nam nie wyszło. Nasz kochany menadżer chciał żeby mnie rzuciła. Wtedy wiedziałbym jak zaśpiewać tą cholerną piosenkę. - wydarlem się na cały głos.
- Ale gdyby ona była uczciwa to nie przyjęłaby gotówki.
- Nigdy jej nie wybaczę, nie jestem już głupi. - powiedziałem i wyszedłem z gabinetu Josh'a.
Auto było zaparkowane przed jego domem. Musiałem sobie wszystko poukładać. Pojechałem do swojego domu. Wszedłem do pokoju Megan. Było czuć jej zapach. Jakby była obecna. Wziąłem stare pudło i wszystkie jej ubrania, kosmetyki, świecidełka spakowałem niestarannie. Następnie podjechałem pod jej dom. Mieszkała całkiem blisko mnie. Zadzwoniłem do drzwi. Otworzyła pani Delavinge.
- Dzień dobry, niech pani odda to swojej córce. - powiedziałem i podałem jej pudło.
- Dziękuje. - usłyszałem jej głos za sobą.
- Nie ma za co. - udałem się w kierunku auta.
- Harry możemy porozmawiać?- Zapytała.
- Nie. Dowidzenia mrs. Delavinge. - Wsiadłem do auta i pojechałem do domu.
Po drodze doszło mi do głowy że nic już do niej nie czuję. W moich oczach nie wyglądała tak jak wcześniej. Może będę w stanie ułożyć sobie wszystko na nowo?
Myślałem jadąc. Gdy znalazłem się w pobliżu domu, spostrzegłem światło w salonie.
- Kto to? Przecież zamknąłem drzwi. - pomyslalem i cicho zacząłem podchodzić ku domu.
Nagle coś albo ktoś chwycił mnie od tyłu i zakrył oczy rękami. Próbowałem się wyrwać lecz po kilku nocach bez spania i jedzenia straciłem trochę siły. Koerowaliśmy się w kierunku drzwi...
Chcesz wiedzieć co było dalej? Zostaw komentarz bo to motywuję mnie do dalszego działania :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz